Mistrzowskie pozy by Paweł Seelieb

Dzisiaj odsłonię rąbka tajemnicy. Przedstawię Wam konkretne i sprawdzone sposoby na pozowanie podczas sesji plenerowej. Gwarantuję, że każdy z nich przetestowałem osobiście w różnych warunkach i lokalizacjach. Niektóre z nich są genialne w swojej prostocie inne wymagają odrobiny gibkości i elastyczności:)

Drogi czytelniku! Na wstępie chciałbym Cię przeprosić, że zwabiłem Cię w to miejsce:) Niestety w tym artykule nie znajdziesz porad jak pozować przed obiektywem. Dzisiaj będzie mowa o moim pozowaniu – pozowaniu fotografa. Zapewniam jednak, że pracuję nad dłuższym tekstem – drugą częścią „Sesja plenerowa od kuchni”, który ukaże się na początku kwietnia. Obiecuję, że znajdziesz w nim cenne wskazówki i porady jak pozować podczas ślubnej sesji plenerowej. Przeczytasz tam również jak taka sesja wygląda, czego można się na niej spodziewać i jak wytrzymać kilka godzin przed obiektywem. Jednocześnie zachęcam do lektury dalszej części tekstu. Może sprawi, że się uśmiechniesz lub dowiesz się czegoś, mam nadzieję, ciekawego z życia fotografa;)

Nie raz słyszałem, czy to od moich klientów, czy od znajomych, że podczas robienia zdjęć robię dziwne lub bardzo dziwne pozy. Nie wspominając już o mimice twarzy, która mówiąc delikatnie jest niezachęcająca. W 99,99% przypadków nie wynika to z tego, że osoba przed obiektywem coś źle robi. Nic z tych rzeczy. Wina leży po mojej stronie. To ja coś źle ustawiłem lub wybrałem zły kąt przez co rzeczywisty obraz na wyświetlaczu jest zgoła odmienny od wcześniejszych wyobrażeń.
Wróćmy jednak do pozowania a właściwie do moich póz podczas robienia zdjęć. Pewnie niejeden specjalista od ergonomii, fizjoterapii czy inspektor BHP po obejrzeniu poniższych zdjęć złapie się za głowę. Niejeden przypadkowy przechodzień widząc moje wygibasy przed młodą parą spojrzał z politowaniem lub popukał się w głowę z dezaprobatą. Trudno, nic na to nie poradzę. Mój nikczemny wzrost zmusił mnie do zabierania na sesję (oprócz wielkiego plecaka ze sprzętem) taboretu lub rozkładanych schodków. Wszystkie murki, ławki, drzewa, na które można się wspiąć, są moimi sprzymierzeńcami. Czasami dochodzi niestety do absurdu. W ferworze pracy zapominam, że jestem na taborecie. Kucam na nim starając się jak najniżej opuścić głowę z przyklejonym do twarzy aparatem. Tym samym osiągając poziom niewiele niższy od tego, gdybym stał wyprostowany obok tegoż stołka.
Kolejną częstą pozycją jest polegiwanie. Czasami żałuję że nie mam saperki by jeszcze o parę centymetrów obniżyć poziom ;p  Leżałem już niemal wszędzie, na chodniku, na piasku, na ławce, schodach, barierce, gałęzi i …. kominie.
Nie są mi również obce wychylenia zza barierki np. pomostów lub siadanie na nich okrakiem z wyciągniętymi rękoma, trzymając aparat nad wzburzonymi falami jeziora czy morza. Nie raz słyszałem drżący głos mojej żony, która mi asystuje: „Jak spadniesz z tym aparatem do tej wody to już nie będziesz miał po co wracać do domu”.

Bezstronny obserwator, mógłby zapytać „Czy nie można normalnie? Po co te karkołomne wywijasy”. Pewnie można, pewnie się da, tylko że ja tak nie potrafię. Robiąc zdjęcia podczas sesji plenerowej ważne jest dla mnie nie tylko dobre ustawienie młodej pary ale także sfotografowanie z najlepszej strony, z odpowiedniego kąta. Często decydują centymetry by dobry kadr stał się dobrym i ciekawym kadrem. Próbuję podejść ze wszystkich stron by mieć pewność, że czegoś nie przegapiłem. Nie ukrywam, fotografia cyfrowa pomaga, nie ma tu żadnych wątpliwości. Świetne obiektywy ze znakomitym systemem autofokusa, czułe matryce, pojemne karty pamięci, podgląd zrobionych zdjęć. Dzięki temu można eksperymentować, poprawiać lub dopracować ujęcie. Z każdym naciśnięciem spustu migawki przychodzi również doświadczenie. W głowie powstają kolejne „ścieżki” pozwalające pracować coraz szybciej i dokładniej. Z każdą kolejną sesją wiem co się sprawdza a czego nie mam sensu powielać. Szukam ujęć trochę innych, nieoczywistych by uchwycony obraz jak najlepiej oddawał tamte emocje i czas. Chcę by wykonane przeze mnie zdjęcia były aktywatorem pozwalającym cofnąć się w czasie i na nowo poczuć to, co być może już się lekko zakurzyło.

Jetem ogromnie ciekawy, która z moich póz najbardziej Ci się spodobała. Śmiało! Napisz w komentarzu pod zdjęciami 🙂

PS. Artykuł ten powstał dzięki mojej żonie, która skrzętnie prowadzi dokumentacje fotograficzną mojej sylwetki podczas sesji zdjęciowych.

[/village_carousel]

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*