Jesienny ślub Pauliny i Igora

Wiem, ciężko uwierzyć. Naprawdę ciężko uwierzyć w to, że można pracować przez prawie 16 godzin i czerpać z tego niebywałą radość. Samemu przecierałem oczy ze zdumienia gdy spojrzałem na zegarek pakując się do samochodu by wrócić do Gdańska. „Już 2-ga (w nocy)! Kiedy to zleciało? Przecież przed chwilą witałem się z Pauliną w salonie fryzjerskim!” Niebywałe, że cały dzień i pół nocy minął mi w oka mgnieniu. Może to przez pogodę, jesienny chłód. Ciężką, otulającą mgłę, która tłumiła wszystkie dźwięki. Może przez leniwie padający deszcz, potęgujący melancholijny nastrój. Trudno to teraz stwierdzić. Ale jednego jestem pewien, że klimat odwiedzonych miejsc, serdeczność poznanych w tym dniu osób, ciepło rodzinnych domów i wreszcie ogromna więź łącząca Paulinę i Igora, sprawiły że ten dzień wywarł na mnie duże wrażenie.

Zdaję sobie sprawę, że na tym blogu nie raz przyznałem się do chwil wzruszenia (niektórzy potraktują to pewnie jako oznakę słabości ;p). Niestety, a może stety uczynię to po raz kolejny:) To uczucie, gdy rodzeństwo pary młodej, której robiłeś zdjęcia ślubne kilka lat wcześniej, powierza ci pracę fotografa na ich własnym ślubie jest bezcenne. Z jednej strony duma i radość, że zdjęcia które robiłem parę lat temu nadal się podobają a moja praca nie została zapomniana wraz z zamknięciem albumu. Z drugiej strony trochę większa presja, żeby spełnić oczekiwania i nie być porównywanym do wcześniejszych prac. Nie pozostało mi nic innego jak porzucić te rozmyślania i przygotować się na maksymalne skupienie i dobre wykonanie zadania.

Ciekawe uczucie być obserwatorem wydarzenia, które trwa przez kilkanaście godzin. Stojąc z boku można chłonąć atmosferę wszystkimi zmysłami. Na rozgrywane sceny można spojrzeć z kilku perspektyw, uchwycić całość, dostrzec detal a jeśli ma się trochę szczęścia uwiecznić kilka sytuacji w jednym kadrze. Wydawać by się mogło, że dzień ślubu jest przewidywalny, że sekwencja zdarzeń nie może być w odwrotnej kolejności, że każdy jest podobny do poprzednich. Oczywiście jest to prawda. Jednakże za każdym razem osoby tworzące ten spektakl dodają temu sens i niepowtarzalność. Ważne i kluczowe chwile jak błogosławieństwo, przysięga małżeńska, pierwszy taniec muszą zostać udokumentowane. Niemniej jednak reportaż składa się także z drobnych scen, które go dopełniają i pozwalają stworzyć ciekawą historię. Niesforny kosmyk włosów, ukradkowe spojrzenie, łyk ciepłej herbaty, łza wzruszenia i wiele innych, wydawać by się mogło błahostek, dodają koloru i pozwalają przywołać wspomniana. Jest to spora odpowiedzialność aby stworzony reportaż odzwierciedlał minione wydarzenia ale także żeby miał moc przywoływania wspomnień. By dzięki niemu móc ponownie poczuć tę atmosferę. Ponownie się wzruszyć, poczuć tamten dotyk, uśmiech i spojrzenie. Przypomnieć sobie drżenie rąk, kołatanie serca, smak herbaty i pocałunku.

Zapraszam do obejrzenia historii z dnia ślubu Pauliny i Igora. Jeśli w trakcie oglądania nasuną Ci się ciekawe spostrzeżenia podziel się nimi pisząc komentarz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*